Czy nie możemy po prostu pozwolić sobie jeść?

Widzę na Instagramie setki filmików i zdjęć podkreślających jak bardzo to, co akurat jest na nich zjadane albo wypijane jest „guilty”, „grzeszkiem”, „pozwalaniem sobie”, „raz na jakiś czas można” i tym podobne. 

Kobiet, które nie mają choćby minimalnego zaburzenia odżywiania jest jak na lekarstwo i mówię to z pełną świadomością. Nawet nie mam na myśli bulimii czy anoreksji, ale ile razy zdarzało Ci się maniakalnie zastanawiać, czy możesz kupić sobie to ciastko, czy nie? Czy schabowy z ziemniakami i mizerią na obiad będzie okej?

Jedzenie stało się nową obsesją XXI wieku zaraz obok Internetu i niejako przez niego. A każda obsesja to groźne zjawisko.

Zaczęło się niewinnie, bo od mody na dbanie o siebie. Miliony kobiet ćwiczą z trenerkami, które, jak swoje najlepsze kumpelki, obserwują na Instagramie. Więc jeśli kumpelka śmieje się uroczo zjadając kawałek ciasta raz na miesiąc i i dodaje hasztag #ups, w naszej głowie już koduje się: „Aha, czyli spoko, mogę iść do Babci na urodziny, zjeść ciasto i mój mały grzeszek będzie mi wybaczony”. A to nie tak powinno być.

Na początku powtarzanie, że możemy sobie pozwolić na odstępstwa od zdrowego odżywiania jest okej – zaczynamy się zdrowo odżywiać, nierzadko zmieniając swoje przyzwyczajenia o 180 stopni.

Wtedy – rzeczywiście, pokrzepiającym może być odkrycie, że możesz sobie pozwolić na mały „grzeszek” (choć już w tym miejscu narracja staje się negatywnie nacechowana).

Natomiast w miarę upływu czasu, kiedy wdrażasz się w zdrowszy tryb życia, każde zejście na ścieżkę pokusy to już guilty pleasure, mało komu udaje się zachować zdrowy dystans i to samo podejście mieć do jedzenia zdrowego i niezdrowego. Zresztą, tutaj kolejny wątek.

Jak mawiała moja nauczycielka chemii „to nie substancja jest trucizną a dawka” i miała świętą rację

Marzę o rzeczywistości, w której jemy wszystko to, na co mamy ochotę, ale potrafimy zachować zdrowy umiar. Wiemy, co lepiej nas odżywi, a co będzie służyło jedynie zaspokojeniu zachcianek naszego ośrodka przyjemności, ale nie demonizujemy tego ostatniego.

Nie patrzymy na siebie z niesmakiem, nie planujemy, kiedy zjemy ten cheat meal. Po prostu czerpiemy przyjemność z tego, co spożywamy. 

I oczywiście, nadal uważam, że kapusta kiszona jest super, a nutella to czysty cukier i olej palmowy, ale to nie znaczy, że nie zjem kanapki z nutellą.

Tylko chciałabym, żebyśmy będąc świadome co jest zdrowszym, a co mniej zdrowym wyborem, nie demonizowały żadnego z nich, dopóki mamy świadomość, czego powinno być więcej. 

Nie pozwalająmy sobie jeść – po prostu jedzmy.